Eee!
Amerykanie coraz grubsi, a fotele takie same
Link 24.02.2010 - 16:40:31 Komentarze: 1
"Wszyscy mają mambę, lecz nie ja, nie należę do drużyny Actimela, nie posiadam
3-letniej gwarancji, ani gwarancji zwrotu kosztów, nie dodaję skrzydeł, nie znam
Goździkowej, ze mną Ci się nie upiecze, dzięki mnie nie dostaniesz zniżki w
trollu, minuta rozmowy ze mną nie kosztuje 5 gr, nie wygładzam ani nie redukuję
zmarszczek, mam więcej niż dwie kalorie, nie jestem owocem Jogobelli, przed
użyciem nie wymagam zapoznania się z ulotką, ani skontaktowania się z lekarzem
lub farmaceutą, to ja nie mam szans z pragnieniem, nie mam pięciu gwiazdek w
crash-testach, nie trafiam celnie w silny ból, nie mam pomysłu na obiad, nie
posiadam napisu pod nakrętką, ani kolorowanki pod etykietą, nie pochodzę z
pierwszego tłoczenia, wciąż nie wiem skąd się bierze Chocapic, nie wiem też
dlaczego Cini Minis są aż tak cynamonowe, nie rozpływam się w ustach, poza tym
nie brałem udziału w tańcu z gwiazdami i nie znajdziesz mnie w co piątej kinder
niespodziance."
Ale jak mnie poznasz to mnie polubisz.
Gile w nosie zamarzają
Link 18.12.2009 - 18:35:11 Komentarze: 1
Szok! Pojawia się wpis!
No tak. Przyszła zima. I nikt się jej nie spodziewał. A już w szczególności drogowcy się jej nie spodziewali. Naprawdę zadziwiające, że pomimo, że jest środek grudnia, że zapowiadano od minimum tygodnia "zimę stulecia", że już wszędzie ten tekst był wyśmiany, to i tak pogodynki i prezenterzy informują, że "zima zaskoczyła drogowców". Jak co roku.
Jak co roku też, tradycyjnie w grudniu świętujemy przyjście na świat Najświętszego Dzieciątka Jezus. I tutaj też raczej bez większych zmian. Świąteczna reklama Coca-Coli, jak co roku emitowana jest od połowy listopada, galerie handlowe przeżywają potopy klienteli, która, jak co rok, wyrywa sobie towar z rąk i włosy z głowy obiecując sobie, jak co rok, że za rok kupi prezenty wcześniej, by nie stać milion godzin w kolejkach. Mikołaje i śnieżynki wykrzywiając sine z mrozu usta w uśmiechu zachęcają do zakupu piernika, opłatka, barszczu w proszku, polisy na życie lub zapisania się na kurs hiszpańskiego. Oczywiście wszystko w świątecznej cenie. Sprzedawcy choinek zacierają ręce nie tyle co z zimna, co z zysku, sprzedawcy karpi natomiast ręce raczej mają zajęte wciskaniem cukru w skrzela ryb, by te żwawiej pluskały się w wodzie brudniejszej niż odra po lipcu 97.
A w domach również sielanka. Gospodynie z radością spędzają 21784567 godzin w kuchni pichcąc świąteczne potrawy i nucąc pod nosem "Last Christmas", którymi, jak co roku, radia katują nas z częstotliwością 9/h. Czasami tylko bidulkom wymskie się niewinne "kurwa", gdy po raz setny proszą męża/partnera zaaprobowanego oglądaniem telewizji o zatłuczenie karpia, którego w końcu i tak zabijają, skrobią ,patroszą przyprawiają i panierują same. A gdy mają tylko chwilkę wolnego to w podskokach jedną ręką odkurzają, drugą prasują wigilijny obrus, jedną nogą mieszają kapuste a drugą rozkładają choinkę.
Ale warto! Bo gdy zabłyśnie pierwsza gwiazdka i Polsat zacznie emitować Kevina Samego w Domu, to wszyscy łamią się opłatkiem kupionym od organisty o niskim barytonie, składają sobie życzenia (zdrowia, szóstek w szkole, i rodzeństwa) i cała spracowana rodzina siada do wigilijnego stołu, na którym nie ma już gdzie szpilki położyć bo taki jest zastawiony. Ściągają więc nakrycie dla niezapowiedzianego gościa by położyć łokcie na stole i dłonie złożyć do modlitwy i pałaszują ze smakiem. A potem prezenty, które i tak w większości zostaną wymienione na coś innego.
Jak co roku.
A ja z tego miejsca chciałbym Wam życzyć Wesołych Świąt, żeby Wam się ości z karpia w dziąsła nie powbijały, żeby kompocik nie był za słodki, a barszcz nie był z proszku. Życzę Wam także, żebyście mieli wystarczająco dużo silnej woli by wytrzymać w postanowieniach noworocznych, no i oczywiście szóstek w szkole, sukcesów w życiu zawodowym i zdrówka, zdrówka i jeszcze raz zdrówka bo zdrówko jest najważniejsze.
Chesz mieć? idź, wyliż!
Link 8.04.2009 - 22:16:52 Komentarze: 3
Z tym stresem to jest, proszę państwa, dziwna sprawa. Narzekamy na niego wszyscy. Nikt nie ma całkowicie bezstresowego życia. Niestety, choćbyś był całkowitym olewusem, choćbyś miał lachę wyciągniętą na wszystko i obnosił się z tym wszędzie i przy wszystkich pokazywał, jak to masz wszystko w dopie (i nie, że w dupie), to wiadomo, że to gowno (i nie, że gówno) prawda. Stresu nie da się uniknąć tak jak swego czasu wszędobylskiego Feel’a uniknąć się nie dało. Mówicie, że ta nasza Mamcia Natura to trochę dupy dała, że nas nim obdarzyła, ale, wbrew obiegowym opiniom, Ona nie jest taka głupia, jakby się mogło wydawać. Bardzo mądrzy naukowcy z University of Gdzieśtam twierdzą, że stres stymuluje mózg, pobudzając go szybszej i bardziej efektownej pracy, serce szybciej pompuje krew dostarczającą komórkom naszego misternie skonstruowanego ciała więcej tlenu, a co za tym idzie człowiekowi momentalnie poprawia się siła i ogólna sprawność fizyczna.
Tylko, że nasza poczciwa Mamusia konstruując nas, uważała, że zawsze będziemy biegać z dzidami za antylopami, mamutami i strusiami emu, a jedyną z niewielu sytuacji dla nas stresowych będzie spierdalanie przed wściekłym, żadnym krwi tygrysem, tudzież lwem.
Troszeczkę chyba sytuacja wymsknęła się Jej jednak spod kontroli, bo nie wpadła na to, że bieganie nago za jedzonkiem po bezkresnych równinach sawanny szybko nam się znudzi, i postanowimy pobudować sobie szałasy, drewniane domki, murowane domki, bloki a potem szklane wieżowce. A to dopiero życie, wśród właśnie takich drapaczy chmur jest stresujące. I właśnie tu Pani Mama Natura strzeliła babola. Głupia, nie pomyślała, że byt pod taką presją czasu, społeczeństwa czy środowiska sprawi, że nasza pierwotna broń obróci się przeciwko nam, dając niemałe pole do manewru koncernom farmaceutycznym. Patrzcie no, niby tutaj taka potężna, a nie przewidziała czekających nas chorób cywilizacyjnych i nie za bardzo przygotowała nam jakiekolwiek naturalne środki przed nimi ochraniające. Coraz częściej mam wrażenie, że odwróciła się od nas na pięcie z wrednym uśmiechem i słowami: „Naważyliście sobie piwa? To je sobie teraz wypijcie i mnie do tego nie mieszajcie".
Trochę taka wredna ta nasza Matka, co?
- No i jak tam w pracy było? Co obsługiwałeś?
- Na stypie byłem. I było męcząco.
- A kto zmarł?
- Jezus, nie wiem, nie było go.
Oj bardzo mi z tego powodu wszystko jedno
Link 3.03.2009 - 16:25:46 Komentarze: 4
Od dodania poprzedniej notki minęło 51 dni.
Nie stałem się:
1. Ani wzorowym i przykładnym uczniem.
2. Ani grzecznym i ułożonym dzieckiem.
Melancholijne nastroje stopniowo wraz z pojawieniem się pierwszych znaków wiosny ustają. Powoli mija zima i dociera do mnie, że właściwie wszystko, co w życiu młodzieżowo-szkolnym jest już za mną. Szalone osiemnastki, dzika studniówka, wspaniałe półmetki minęły. Teraz Moi Myli Państwo zacząć się ma prawdziwe życie, pierwsza prawdziwa próba samodzielności, dojrzałości i przygotowania do życia. Skończyło się sranie po klatkach.
I tu pojawia się problem. Jakoś nie widzi mi się cała ta dorosłość. Za wygodnie mi pod opiekuńczymi skrzydełkami rodziców. Pomimo, że uważam, że jestem jak na swój wiek bardzo samodzielny, to w trzewiach mnie dźga, jak sobie pomyśle o wszystkich aspektach dorosłego życia. Tak, tak, ja wiem Jola, iż wszystko ma swoje plusy i minusy, no ale D O R O S Ł O Ś Ć ma zdecydowanie więcej minusów. Dlaczego? Bo wiąże się z odpowiedzialnością. A odpowiedzialność to same problemy.
Nasz świat to brutalne miejsce, ale nie mamy za bardzo wyboru, więc należałoby się po prostu dostosować.
Ale nie wiem, może też się nie znam.
Także teraz tylko matura, studia, do roboty i do piachu.
Oj Tomek lubiejo tą piosenke, lubiejo.
-Dzień Dobry. Chciałem włączyć roaming.
-Dzień dobry. czy to pana telefon?
-Nie, babci.
-Babci godność?
-Babcia nie ma godności.
Tak brdzo Cię lubię, jak Cię nienawidze
Link 11.01.2009 - 16:57:07 Komentarze: 3
Proszę Państwa, chciałbym Państwu zakomunikować, że wczoraj, tj. 10 stycznie roku pańskiego 2009 udało mi się osiągnąć moralne dno. Nieszczególnie mi z tym źle, gorzej natomiast z moim dzisiejszym samopoczuciem. Mam wypłukany magnez, żołądek i mózg tez mam wypłukany. Nie umiem się odzywać, w ogóle wydać z siebie żadnego dźwięku Czyli okazuje się, że faktycznie alkohol szkodzi zdrowiu, a także, reputacji i moralności.
Tak między nami kelnerami to bananowy jest po prostu żywot mój.
Ale Moi Mili dosyć tego! Skończyło się sranie po klatkach. Od jutra, jak już będę rześki i trzeźwy, będę:
1. Wzorowym i przykładnym uczniem
2. Grzecznym i ułożonym dzieckiem.
Tak mi dopomóż Bóg!
Stężalicious! *
Link 17.12.2008 - 22:51:29 Komentarze: 5
*tytuł mojej nowej płyty.
W sprzedaży już od 1 stycznia!
Szukajcie w dobrych sklepach muzycznych
Gorąco polecam
Tomasz Stężała.
P.S: Niebawem pojawi się też kubek Lipton z moim podpisem.
Dlaczego każą dzieciom decydować o swoim przyszłym życiu? Przecież osiemnastolatkowie są jeszcze dziećmi. To, że mają dowody, a czasem nawet prawo jazdy, nie świadczy o ich dorosłości. Przez całe dotychczasowe życie ktoś za nich podejmował decyzje, z reguły podstawiał wszystko gotowe na tacy, a tu nagle wybierz sobie studia, przedmioty maturalne, dostań się na te studia. Skąd oni mają wiedzieć czym się zająć w przyszłość?. Za krótko chodzą po tym świecie, by zobaczyć to co najciekawsze, by wiedzieć, co ich tak na prawdę interesuje.
Jest grudzień, to już ostatni gwizdek, żeby podjąć decyzję. A to tu się ciężko dostać, tam się trzeba dużo uczyć, te ciężko skończyć, tamte nudne, po tamtych nie ma pracy. I być tu człowieku mądry. Dzieci, które ledwo liznęły dorosłości, nie mogą mieć skonkretyzowanych planów na przyszłość. Paranoja jakaś.
Niech ktoś wybierze mi studia, bo ja zmieniam kierunek co 15 minut.
Starsailor - Four to the Floor
I jeśli czasem ktoś z Was chciałby, żebym zdał jakoś tą maturę, to niech mi zabierze komputer.
Nie będę Romeo, bo mi to nie pasuje
Link 9.11.2008 - 14:02:00 Komentarze: 6
Tytułem wstępu:
Niech będzie chwała i cześć i uwielbienie Pani Joli, która poświęciła swój cenny czas by dokonać zmian w wyglądzie tego bloga.
Dalej:
Ludzie nie powinni się starzeć. Po przeżyciu swoich najlepszych, najwspanialszych dni, po dokonaniu tego, czego oczekuje się od nich, że dokonają, powinni odchodzić z dumą i uśmiechem na ustach. A jeśli już na siłę chcą zostać, niech nie biją młodzieży laską tudzież torebka po łbie, nie zajmują miejsc w tramwajach, nie obciążają budżetu państwa i swojej rodziny. Niech się śmieją, przekazują mądrości życiowe i doświadczenie, niech nie ubolewają nad swoim losem, niech nie będą samotni. Bo jak dla mnie, to człowieka nie może spotkać nic gorszego niż samotność na starość. Bo, wierzcie mi, żadna ludzka tragedia nie może się z tym równać. Osobiście, to wolałbym umrzeć, niż nie mieć się na stare lata do kogo odezwać. I pomimo że wiem, że będą okropnym dziadkiem, wymgającym ciągłej opieki i niekończącego się zainteresowania, że będę cały czas umoralniał, gadał, lamentował, narzekał na lekarzy, rodzinę, rząd, zaśmiecone klatki i nierówne chodniki, to nie wyobrażam sobie, żeby moje pociechy tudzież, jak Bóg da, prapociechy pozostawiły mnie samemu sobie.
Na zakończenie:
Czy można powiedzieć, że ktoś wygrał, jeżeli nie chciał wygrać, a wygrał?

Dzisiejsze bognie powstają z piwnej piany
Link 24.07.2008 - 1:04:11 Komentarze: 13
Krótko mówiąc: wszechogarniające lenistwo. Ja rozumiem, że
są wakacje, a, jak powszechnie wiadomo, wakacje są nierozerwalnie połączone z
lenistwem, ale skala tego masowego nieróbstwa osiąga naprawdę zastraszające
wartości. Robienie niczego jest przyjemne, ale tylko do momentu, kiedy nie zaczyna
graniczyć z nudą, a to zjawisko ma do siebie to, że zachodzi bardzo szybko. No
ale powiedz Ty mi, co też w tym Wieluniu można robić. Gdybym był kreatywny, to
zacząłbym robić jakieś szałowe dinksy, w stylu papierowych pudełek, dekoracyjnych
kuleczek do kwiatków doniczkowych albo innych przedmiotów, które tak naprawdę
działają na zasadzie „patrz na mnie, a nie rusz mnie” i nigdy nikomu się do
niczego nie przydadzą. Gdybym miał motywacje to zacząłbym uprawiać sport, ale
nawet nie będę rozwijał dalej tego zdania, bo ja jestem zdecydowanie
antysportowym człowiekiem. Gdybym miał 6983 znajomych to bym się z nimi
spotykał w barach, tudzież pubach, opowiadalibyśmy sobie prześmieszne historie,
sącząc piwo, raz po raz wybuchając gromkim śmiechem ogarniającym całe
pomieszczenie i ściągającym wzrok współbiesiadników. A gdybym był chociaż troszkę majętniejszy, to wyjechałbym
gdzieś na słoneczne Malediwy, i ta notka
miałaby zupełnie inną treść. Niestety z przykrością i wielkim żalem muszę
stwierdzić, że nie jestem ani kreatywny, ani usportowiony, nie mam 6983
znajomych, a stan mojego konta wygląda tak jak wygląda i nie wygląda tak jak
bym chciał. Pociesza jedynie to, że nie jestem osamotniony w swoim bólu, a i są
tacy co mają gorzej (zawsze człowiekowi się robi lepiej, jak dojdzie do tego,
że mimo wszystko ten/ta ma gorzej).

P.S 1: Wiecie, że 16 sierpnia Madonna kończy 50 lat? Musze
zadzwonić i złożyć jej życzenia.
P.S 2: Natomiast za ponad miesiąc ja sam stanę się dorosłym,
pełnoprawnym obywatelem Rzeczypospolitej Polski, i będę mógł legalnie kupować
sobie alkohol, papierosy i z czystym sumieniem będę mógł oglądać strony o
tematyce pornograficznej. No jak dla mnie bomba.
P.S 3: czy lenistwem można nazwać to, że matka dzwoni do
mnie z drugiego pokoju, żebym ściszył muzykę?
P.S 4: Niektórzy ludzie nie zasługują na ciepłą wodę w kranie.
P.S 5: Oszczędzę sobie opatrzenie komentarzem wstępu do notki wcześniejszej.